
Gotowanie, kiedy nie masz siły
Czasem jest tak, że człowiek jest już zmęczony na samą myśl o przygotowaniu obiadu. Niezależnie od przyczyny (przemęczenie, choroba, kiepski nastrój, kontuzja) po prostu nie ma się siły na gotowanie. A solidny posiłek często jest pomocny w odzyskaniu tych sił. Po długich rozważaniach i odwlekaniu ugotowania smacznego obiadku przez kilka dni, w końcu przyszedł mi do głowy jakiś plan. Jest on w dużej mierze odwrotnością mojego standardowego sposobu gotowania, ale najwyraźniej w tym przypadku działa, skoro jedzonko się robi, a ja siedzę w kuchni i piszę ten artykuł.
No to co pomogło?
Zacząć dużo wcześniej, niż by ten posiłek był potrzebny. Po co? Aby na to zadanie mieć jeszcze siły z poprzedniego posiłku oraz podejść do tego zadania na spokojnie, z zapasem czasu. Pośpiech nie pomaga, gdy nie ma na nic sił.Podzielić rzeczy na małe etapy. Np. najpierw samo przygotowanie składników. To też można podzielić na: wydobycie rzeczy z lodówki/szafek, umycie, obranie, pokrojenie itd. Każdy ten krok może być oddzielony kolejnym punktem.Przerwy, przerwy i więcej przerw. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Po prostu odpoczynek wtedy, kiedy jest potrzebny. Może być po każdym z wydzielonych kroków. Albo w połowie kroku. Nawet jeśli to 30 sekund i łyk herbaty.Optymalizacja na zużycie energii - fizycznej i mentalnej. Normalnie staram się zrównoleglić prace - na przykład myć i kroić, kiedy gotuje się woda. Ale czasem jest ten dzień, w którym warto poczuć się jak w programie kulinarnym: przygotować sobie wszystkie składniki w odpowiednich ilościach w ładnych miseczkach (albo dowolnych pojemnikach), odmierzyć przyprawy w kolejnej, nalać olej i… zrobić przerwę. Akurat w tym czasie się woda zagotuje :) A potem dopiero wszystko połączyć wrzucając do garnka już przygotowane składniki krok po kroku.No to pisanie skończone, jedzonko prawie gotowe, a ja pewnie zjem dopiero za godzinę, czy dwie, bo poszło mi dużo szybciej niż w przewidywaniach. *Smacznego!*